moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

 
Pretorianie gen. Andersa, czyli „gotowi na wszystko”

„Miał to być oddział doskonale wyszkolony, uzbrojony i gotów na wszystko” – pisał gen. Władysław Anders o oddziale specjalnym, który miał ochraniać sztab Armii Polskiej w ZSRS. Na dowódcę Batalionu Szkolnego, nazywanego Batalionem S, został wyznaczony rtm. Zbigniew Kiedacz, który w styczniu 1942 roku dołączył do armii Andersa.


Armia Polska w ZSRR. Oddział przed budynkiem dowództwa

Po podpisaniu układu Sikorski–Majski 30 lipca 1941 roku dla Polaków wywiezionych przemocą w głąb „nieludzkiej ziemi” Sowieci z oprawców stawali się nagle sojusznikami. Gen. Władysław Anders, który stanął na czele Armii Polskiej w ZSRS, jak większość podległych mu żołnierzy, miał bardzo ograniczone zaufanie do władz sowieckich. Ten brak zaufania pogłębiały dodatkowo trudności, jakie Sowieci czynili na każdym kroku jednostkom polskim stacjonującym w Buzułuku pod Kujbyszewem. Warunki tam panujące były bardzo ciężkie. Brakowało prawie wszystkiego, począwszy od umundurowania, a skończywszy na wyżywieniu. Ci, którym udało się dotrzeć do obozu przedstawiali obraz nędzy i rozpaczy: w łachmanach, bez butów, wynędzniali, chorzy i zagłodzeni. Wielu też nie wytrzymywało trudów podróży i umierało po drodze albo zaraz po przybyciu do Buzułuku. Szczególnie uciążliwa okazała się pierwsza zima 1941 roku. Śnieg spadł już we wrześniu, a mrozy sięgały -57 stopni Celsjusza. Wówczas pod gołym niebem mieszkało 40 tys. Polaków.

Sowieci, tłumacząc się trudną sytuacją na froncie, skąpili wszelkich dostaw dla Armii Polskiej. Problemów aprowizacyjnych nie rozwiązywały też nader skromne transporty z Wielkiej Brytanii. Formująca się armia była bardzo źle wyposażona w broń. Duże utrudnienie w organizowaniu oddziałów stanowiły też braki w kadrze oficerskiej. Niewielu oficerów trafiało z obozów jenieckich i łagrów. O większości „słuch zaginął”, a co się z nimi stało, wyszło na jaw dopiero w kwietniu 1943 roku. Problem kadrowy częściowo rozwiązano poprzez ściągnięcie oficerów z Wielkiej Brytanii.

Wypróbowany oficer

9 stycznia 1942 roku w jednym z takich oficerskich transportów przybył z Anglii przez Archangielsk oficer 10 Brygady Kawalerii Pancernej rtm. Zbigniew Kiedacz. Wiadomość o jego przyjeździe szczególnie ucieszyła gen. Andersa. Kiedacz przed wojną był oficerem informacyjnym Nowogródzkiej Brygady Kawalerii, a następnie przeszedł cały szlak bojowy Grupy Operacyjnej Kawalerii dowodzonej przez generała we Wrześniu 1939. Relacje między obydwoma oficerami miały charakter przyjacielski. Gen. Anders zyskiwał więc oddanego oficera, któremu od razu powierzył odpowiedzialne stanowisko szefa Wydziału I w Oddziale II (wywiad i kontrwywiad) Sztabu Armii. Funkcję tę Kiedacz pełnił od 9 stycznia do 9 marca 1942 roku.

Kiedy rtm. Kiedacz przyjechał do Buzułuku, trwały już przygotowania do dyslokacji jednostek polskich w bardziej sprzyjające klimatycznie rejony Związku Sowieckiego – do Jangijul koło Taszkientu (Uzbekistan). Rotmistrz wyjechał wraz ze sztabem Armii w jednym z pierwszych transportów, 9 lutego 1942 roku. Jangijul zrobił na przybyłych z Buzułuku pozytywne wrażenie. Czyste i zadbane miasteczko napawało optymizmem, ale dość szybko okazało się, że polskich żołnierzy tutaj także będą trapić te same problemy co na północy Rosji: ta sama sowiecka biurokracja, rzucająca kłody pod nogi, te same braki materiałowe i żywnościowe. Wprawdzie nie było już mrozu, ale ludzie zaczęli zapadać na choroby związane z gorącym klimatem, m.in. na malarię.

Batalion Szkolny, czyli Specjalny

W powietrzu wyczuwało się coraz większą niepewność co do dalszych losów Armii Polskiej w Związku Sowieckim. Nie było jeszcze wiadomo, czy Stalin zgodzi się na jej ewakuację w całości do Iranu. Obawiano się również o bezpieczeństwo sztabu. Coraz częściej dochodziło do nieprzyjemnych incydentów, które prowokowała strona sowiecka. Gen. Anders postanowił więc stworzyć specjalny oddział, który byłby w stanie nie tylko chronić sztab, ale w razie potrzeby i uderzyć na „sojusznika”, gdyby posunął się do wrogich wystąpień. Jak zanotował w swych wspomnieniach: „Miał to być oddział doskonale wyszkolony, uzbrojony i gotów na wszystko. Każdy, kto zna stosunki w Rosji, atmosferę stale podsycanej niepewności, niepokoju i niebezpieczeństwa, przy celowym niedotrzymywaniu wszelkich przyrzeczeń, zarówno wielkich, jak i codziennych, jawne i utajone groźby, zrozumie, że określenie «gotowy na wszystko» nie jest przesadne i gołosłowne”.

Według generała, na czele takiego oddziału powinien stanąć dowódca o szczególnych predyspozycjach. Przygotowany na wszystko, a jednocześnie sumienny i odpowiedzialny. Zaprawiony w boju, silny psychicznie, wymagający od swych podwładnych, ale i od siebie. Słowem, typ dowódcy komandosa. Anders nie miał problemu ze znalezieniem takiego człowieka. Bez wahania zaproponował dowództwo batalionu swemu przyjacielowi, rtm. Kiedaczowi. „Energiczny i rzutki – charakteryzują Kiedacza autorzy „Dziejów 15 Pułku Ułanów Poznańskich”miał przy tym silne nerwy i umiejętności opanowania każdej sytuacji i siebie samego w każdej sytuacji. Porównywano go trochę do Kmicica i trochę do Skrzetuskiego – łączył bowiem w sobie porywczość i umiłowanie żołnierza i walki z ogromnym patriotyzmem”.

Rtm. Kiedacz odebrał nominację na dowódcę nowego oddziału 9 marca 1942 roku. By ukryć jego prawdziwe przeznaczenie, nazwano go Batalionem Szkolnym, ale wśród żołnierzy bardziej utrwaliła się bardziej „tajemnicza” nazwa – Batalion S. Na jego kwaterę wyznaczono ruiny uzbeckiej wioski, leżące 3 km od siedziby Sztabu Armii. Wioskę tę w 1934 roku spacyfikował Budionny za wypowiedzenie posłuszeństwa Stalinowi.

Z łagierników komandosi

Przed dowódcą batalionu od razu stanęły te wszystkie problemy, z którymi borykały się i inne jednostki Armii Polskiej w ZSRS, ale doszły też nowe, związane z charakterem oddziału. Najgorsze były kłopoty zdrowotne żołnierzy. Wprawdzie starano się wyselekcjonować najsilniejszych i najzdrowszych spośród byłych łagierników i zesłańców, jednak głód i praca ponad siły robiły swoje nawet z najtwardszymi. Mimo wszystko z biegiem czasu, dzięki regularnym posiłkom i forsownym ćwiczeniom, żołnierze stopniowo poprawiali kondycję.

Od połowy kwietnia 1942 roku wcielanie ochotników szło już pełną parą, tak że w połowie następnego miesiąca osiągnięto wyznaczone etaty dla 600 żołnierzy. Utworzono trzy kompanie strzeleckie i służby, w wyposażeniu było też kilka ciężarówek. Od początku istnienia batalionu w oczy rzucały się wzorowy porządek oraz znakomita organizacja. Surowość dowódcy wywierała swe piętno na podkomendnych. Rtm. Kiedacz w doborze żołnierzy do batalionu dbał nie tylko o ich predyspozycje fizyczne i psychiczne. Starał się również zbalansować oddział pod względem pochodzenia żołnierzy. Innymi słowy, dążył do tego, by pod jego rozkazami służyli przedstawiciele wszystkich grup społecznych przedwojennej Polski.

W maju 1942 roku w batalionie rozpoczęto szkolenie, które miało trwać trzy miesiące, czyli do osiągnięcia pełnej gotowości bojowej. Szczególną wagę przywiązywano do walki wręcz oraz do walki w warunkach nocnych. Szkolenie obejmowało zajęcia, takie jak: terenoznawstwo, wyszkolenie spadochronowe, wychowanie obywatelskie i naukę o Polsce, informacje o nieprzyjacielu, a przede wszystkim wychowanie fizyczne. Podczas treningu we znaki dawały żołnierzom upały przekraczające nawet 50 stopni Celsjusza. Pomimo tego i niedawnych ciężkich przeżyć w więzieniach i łagrach sowieckich, morale żołnierzy batalionu było bardzo wysokie.

Batalion S, jako jedna z pierwszych formacji Armii Polskiej w ZSRS, był w pełni wyposażony w broń (sowiecką) oraz umundurowany i wyposażony w sprzęt (brytyjski). Ze względu na przeznaczenie batalionu 24 godziny na dobę do dyspozycji Sztabu Armii była wydzielona jedna kompania alarmowa. W razie jakiegokolwiek zagrożenia ze strony sowieckiej mogła ona w każdej chwili przejść do działania. Na szczęście, żadnego poważniejszego incydentu, który zmuszałby do wystąpienia zbrojnego, nie było.

Po ewakuacji w sierpniu 1942 roku do Iranu, w historii Batalionu S i jego dowódcy rozpoczął się nowy rozdział. Batalion stał się zaczynem dla 15 Pułku Ułanów Poznańskich, a rtm. Zbigniew Kiedacz został jego dowódcą. Był najmłodszym dowódcą pułku w II Korpusie Polskim. Ułani poznańscy wysoko cenili swego wymagającego dowódcę, czemu dali wyraz w jednej z żurawiejek:

„Lepiej pieszo przejść przez Irak,
Mieć na d…. krwawy czyrak,
Lepiej zginąć na dnie sracza,
Niżli służyć u Kiedacza”.

 

Bibliografia

W. Anders, Bez ostatniego rozdziału, Lublin 1992

Dzieje 15 Pułku Ułanów Poznańskich (1 Pułku Ułanów Wielkopolskich), pod red. P. Zaremby, Londyn 1962

Dziennik czynności gen. Władysława Andersa 1941–1945, pod red. B. Polaka, Koszalin 1998

B. Kruszyński, „To, co po Tobie mam najdroższego, a co jest nasze”. Biografia ppłk. Zbigniewa Stanisława Kiedacza (1911–1944), Toruń 2004

Piotr Korczyński

autor zdjęć: NAC

dodaj komentarz

komentarze


Brąz razy sześć dla żołnierzy na mistrzostwach świata i Europy
 
F-16 z misją PKW Orlik w Estonii
W Polsce będzie centrum NATO-Ukraina
Andrzej Grzyb: Ws. obrony cywilnej liczę na porozumienie ponad podziałami
Priorytety dla armii
Wyposażenie indywidualne żołnierzy do wymiany
Polska przystań brytyjskich jeńców
Tylko sprawny żołnierz może być skuteczny na polu walki
Wojenny bohater na szubienicy
Jaką drogą po wojskowy indeks?
Przerwany lot „Orlika”
Co z podwyżkami dla żołnierzy?
Zmiany w zarządzie PGZ-etu
Zmiany w dowództwie Żandarmerii Wojskowej
Strzelczyni CWZS-u na pucharowym podium
Miejsce kobiet jest (również) w lotnictwie
Sztandar dla Dowództwa WOT
Złota taekwondzistka, srebrni hokeiści na trawie
Lista trupich główek
Air Show ’25 – do zobaczenia
Więcej pieniędzy w portfelach żołnierzy
Zamiana po włosku
Operacja „Gryf” i „Rengaw” na Podlasiu
Nagroda dla reporterów „Polski Zbrojnej”
Ostrożnie! Czołgi na drodze
Będzie za co kupić koreańską broń
Brak perspektyw na szybką zmianę sytuacji w Ukrainie
Gwałty stały się bronią rosyjskiej armii
Kleszcze dla wojska
Lotnictwo i kobiety
Ferie w mundurze
Eurofightery znowu w Polsce
W Jachrance o skokach spadochronowych
Palmiry – miejsce kaźni
„Nie” dla wojskowej misji w Ukrainie
Dobrowolsi – czas start!
Walczyli o wolną Polskę, zginęli od kul UB
Podwójny Półmaraton Komandosa
Nowy szef CWCR
Którą drogą do armii?
Rusza morski „Dragon”
Więcej pieniędzy dla żołnierzy TSW
Telefon zaufania dla żołnierzy
Wielki test w West Point coraz bliżej
Nowoczesny system IBCS dla Wojska Polskiego
„Brilliant Jump 2024”: finał długiego marszu
Gdzie są szczątki Tu-154M? Podkomisja Macierewicza pod lupą
Komandosi szkolą psy bojowe w Iraku
Medale dla sportowców z „armii mistrzów”
Szwecja kolejnym członkiem NATO
Pamiętamy o Niezłomnych
Żołnierze NATO nie pojadą do Ukrainy
Zachód przeciwko „korsarzom”
Jakie podwyżki dla żołnierzy
Leopardy jadą na poligon
Szefowie obrony NATO o zakupach amunicji
Podwyżki dla zawodowców coraz bliżej
BAP przenosi się z Estonii na Łotwę
Sukcesy wojskowych w żeglarstwie i łyżwiarstwie szybkim
Tajna misja polskiej agentki
Mocny sygnał od NATO
Nowoczesna łączność dla armii
Offset dla „Wisły”
Abramsy pod dobrą opieką

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO